poniedziałek, 27 stycznia 2014

ŚLINIAKOWA PRZYGODA


Witajcie :) dzisiaj trochę inny post. Pokusiłam się napisać o śliniakach, wiadomo towarzyszą one niemalże od urodzenia. Wiadomo, że korzystanie z nich wzrasta z chwilą, kiedy maluch rozpoczyna swoją przygodę z jedzeniem. Na początku są to małe bawełniane, zarówno zapinane na rzep bądź zawiązywane, ważne że można je prać i zakładać ponownie. Wraz z rozwojem dziecka i wprowadzaniem nowych pokarmów możemy wprowadzać inne śliniaki, fajne są te ceratkowe z kieszonką, do której wpada jedzenie a nie na podłogę. 


Czego używamy


My obecnie używamy plastikowych śliniaków z canpolu z rynienką. Poznałam je u Olcia i rzeczywiście u starszych dzieci takie rozwiązanie dobrze się sprawdza. Zarówno z trojakami nadal je używamy, chociaż już sporadycznie, a dziewczyny zaczęły przygodę z nimi krótko przed roczkiem. Wiadomo nie ma chyba dziecka, które było by czyste podczas jedzenia. Jeśli dziecko nauczy się czegoś to będzie to wykorzystywać jak najczęściej, tak też było z dziewczynami, kiedy zaczęły się bawić wargami i pluć. Nie było to złośliwe, ale zwykle wolałam uniknąć sytuacji kiedy jedzenie znajdzie się na mojej bluzce i zakładałam fartuch. Potem sprawdzanie prawa grawitacji, traf chciał, że jedzenie nie chciało w górę lecieć tylko upadało. To również należało do ich wcześniejszych umiejętności, ale chyba najbardziej denerwowało kiedy Zuzia notorycznie ściągała śliniak sobie i zarówno Hani. Widocznie śliniak nie był jej tak bardzo potrzebny jakby Nam się wydawało. Powoli, powoli nauczyłam je, że śliniaków się nie ściąga. Nie było to trudne na każdy ruch Zuzki w kierunku ściągnięcia reagowałam słowem NIE i delikatnie przytrzymywałam śliniak. Nie mówiłam tego głośno, było to NIE wypowiadane normalnie tylko bardziej stanowczo. Ilekroć któreś ręka wędrowała w kierunku śliniaka, przytrzymywałam śliniak nie jej ręce i mówiłam Nie. Na początku spotkałam się z oporem, ale z czasem stwierdziła, że nie warto i odpuściła. Chciałam jej tylko pokazać, że jemy ze śliniakiem a zwłaszcza gdy były to buraczki, bądź jabłka, z tymi plamami na ubraniach nie jest tak łatwo sobie poradzić. Po tym wszystkim doszłam do wniosku, że może warto by im było zakładać śliniaki, do których jedzenie będzie wpadać a nie na podłogę, będzie to zarówno udogodnienie dla nas i dla nich. Po tym jak wcześniej śliniaki nie były akceptowane bałam się jak zareagują na te. Zdziwiłam się i to bardzo Zuzka, której zazwyczaj wszystko przeszkadza spodobał się śliniak od razu, a gdy zobaczyła jak jedzenie wpada do rynienki to tym bardziej chciała go ubierać. Upór z kolei napotkałam ze strony Hani, jej nie przypadł do gustu, zaczęła płakać i widocznie nie spodobał się jej. No cóż nie dziś to może jutro, ściągnęłam założyłam normalny i spróbowałam następnym razem i rzeczywiście zadziałało. Hania uradowana uwielbia od tej pory jadać w tym śliniaku. Teraz gdy tylko wyjmuję śliniaki wiedzą, że szykuje się coś pysznego i czekają z niecierpliwością. Nie raz nawet podają sobie i próbują zakładać. Na rynku dostępne są również śliniaki innych producentów. Pewnie tak samo fajne jak te z canpolu. My używamy również plastikowych śliniaków disney'a.



 
Śliniaki w pigułce :) Ceratkowe śliniaki z kieszonką sprawdzą się także jako fartuszek do malowania. Śliniaki z potworami zachwycą każdego malucha, który uwielbia m.in. Wazowskiego, Salivana.
Śliniaki Tommee Tippee są poręczne i nie zajmują dużo miejsca.


 HANIA I ZUZIA W SWOICH ŚLINIAKACH


1 komentarz:

  1. Plastikowe śliniaki to był awans, dziewczyny od razu spoważniały ;)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam podziel się ze mną swoją opinią